Jeżdzę autobusami, nic ciekawego, rutyna dnia codziennego. Wsiadam na jednym przystanku, wysiadam na drugim, teleport, później zmiana kierunku. Ostatnio kilatyzacja zamiast freonem była nabita potem. Siedzę sam, oczywiście tyłem do kierunku jazdy chroniąc się tym samym przed beznadziejnymi komentarzami starszych uczestników całej tej zabawy w komunikacje miejską. Oni boją się tych miejsc a ja je lubię. Jadę, gdzieś na piątym przystanku wsiadają dwie dziewczyny, kobiety wręcz bo starsze i pracujące. Zaczeły pieprzyć o tym, że muszą iść na kurs salsy, że ich koleżanka już tam chodzi ale że one to na razie chciałyby na ten pierwszy etap, na te podstawy, pierwsze kroki stawiać, Kolejnym tematem była autentyczność jakiś piłek, do czego nie wiem ale mówiły, że te podróbki to się słabo odbijają a oryginalne kosztują pięćdziesiąt złotych. Jedna powiedziała, że na weekend wyjeżdza poza miasto i chciała pojechać nad jezioro, po chwili druga krzykneła, że pogody to na pewno nie będzie! Bo ona to ogląda pogode na najbliższe dwa tygodnie i to na tvnie. Nie mogłem już tego wytrzymać, zaczynało mi się robić gorąco. Emocję zostały schłodzone przez wodę wlewająco się przez nieszczelne okno autobusu. Cud po prostu. Po cudzie pojawiła się nadzieja, zobaczyłem mój przystanek i wysiadłem. To wszystko dlatego, że zapomniałem słuchawek do odtwarzacza.

Sesja trwa, godziny w których przerabiam tygodnie uciekają. Mase notatek, książek, swięcących w ciemności markerów, które tekst z całej strony zmieniają w jedną kolorową linijke. Tutaj należą się podziękowania, wszystkim którzy dzielą się materiałami, pomagają, żebyśmy wspólnymi siłami przeszli tą sesje ;)


Wczoraj był dzień dziecka. W Halach Banacha rozdawali prezenty i takim oto cudem staliśmy się posiadaczami brązowego jak kitekat długopisu z napisem snickers, koszulki i kubka z napisem pedigree. Po co oni dają dzieciom przedmioty promujące jedzenie dla zwierząt? Może chcą ich przyzwyczaić, że za kilkanaście lat jak dorosną zamiast czekolady będą jadły pedigree? Dziwny człowiek za to wszystko odpowiada.
Miniony tydzień był pełny w różnego rodzaju wydarzenia, dużo czasu spędzonego z Patrycją, która w srodę skończyła matury. Odreagowanie stresu, który zbierał się w niej od miesięcy. Było kino i Wojna polsko-ruska - polecam wszystkim. Byliśmy w Polyester Cafe, na Chłodnej 25 na pokazie zdjęc z Roberta Danieluka.
Dziękuje!

Tak chaotycznego wpisu dawno tutaj nie było, jeżeli ktoś dotrwał do końca i przeczytał wszystkie te literki, rzucając okiem na kolorowe obrazki, dzieki :)